BIESZCZADY: Trudno będzie powtórzyć rekord z ubiegłego sezonu. Turyści są, ale nie tak liczni


14-07-2017

BIESZCZADY / PODKARPACIE. Wszystko wskazuje na to, że odwiedzi nas latem mniej gości niż w poprzednim sezonie, ale jest nadzieja, że spadek nie będzie drastyczny.

Dorota Mękarska

Lucyna Pściuk, która jest przewodnikiem turystycznym w Beskidzie i Bieszczadach, zauważa spadek liczby turystów. Przyczyn tego stanu rzeczy upatruje w słabej jakości usług i braku odpowiedniej oferty turystycznej.

– Dopóki nie zostanie to opanowane, to będziemy mieć problemy – mówi przewodniczka.

– Długi majowy weekend był mniej owocny, niż w latach poprzednich, ale z tej racji, że był krótszy. Natomiast sezon można podsumować dopiero po weekendzie sierpniowym, bo największa kumulacja turystów następuje właśnie w tym miesiącu. Wakacje dopiero się zaczęły – uspokaja Robert Bańkosz, przewodnik i regionalista.

– Dopiero w połowie lipca rozpoczyna się większy ruch turystyczny w Bieszczadach – dodaje Paweł Wójcik z Biura Podróży Pawuk. – Nie wiem, czy uda się osiągnąć tak dobry wynik jak w zeszłym roku, ale myślę, że będzie to też udany sezon. Dużo zależy jednak od pogody, która na razie jest zmienna.

O roku ów!

Zeszłego lata Bieszczady przeżyły turystyczny nawał. Nasze góry odwiedziła wówczas rekordowa liczba turystów. Eksperci z branży tłumaczyli to oblężenie zamachami terrorystycznymi w Europie i niespokojną sytuacją w Afryce Północnej i Turcji.

Niestety, zapowiada się, że lato 2017 roku nie będzie aż tak dobre jak zeszły sezon.

– Poprzedni rok był rzeczywiście wyjątkowy. Porównując obecny sezon do poprzedniego: turystów jest rzeczywiście mniej, ale na tym etapie trudno przesądzać, że to będzie nieudany sezon. Najbardziej obłożonym miesiącem będzie sierpień, ale od połowy lipca powinien nastąpić boom turystyczny, który potrwa do końca września. Sezon w Bieszczadach wydłuża się skutecznie. W tym roku zaczął się już w kwietniu – dodaje Paweł Wójcik.

– Wyraźnie widoczne jest rozwarstwienie. Ci, którzy mają dobrą renomę, nie mogą narzekać na brak turystów. Dla pozostałych ten rok jest kiepski. Jest zdecydowanie gorzej niż w ubiegłym sezonie. Jeszcze na początku lipca dużo wolnych miejsc było nad Jeziorem Solińskim. Wolne domki są też w Ustrzykach Górnych. To sytuacja do tej pory niespotykana – podkreśla Lucyna Pściuk.

Od zeszłego roku wzrosła jednak w Bieszczadach, i to znacznie, liczba domków. Gestorzy skuszeni rekordowym sezonem postawili na ich budowę, bo stawia się je szybko i inwestycja może się prędko zwrócić. Turyści mają więc do dyspozycji znacznie większą liczbę obiektów niż rok temu.

turystyka

Sam nocleg już nie wystarczy

Przewodniczka przyczyn spadku liczby turystów upatruje w kulejącej promocji, ale nie tylko.

– Wielu gestorów bazy turystycznej nie stać na reklamę, kuleje też promocja imprez w Bieszczadach i jakość świadczonych usług – zaznacza.

– Obłożenie w ośrodkach jest różne. Są takie, gdzie zajęte są wszystkie miejsca, i takie, które jeszcze czekają na turystów. To jest jednak normalna sprawa. Zawsze tak jest – podkreśla Paweł Wójcik.

Spojrzenie szefa biura podróży na jakość usług nie jest tak krytyczne jak Lucyny Pściuk.

– Jakość zawsze można poprawić i ona wciąż polepsza się – mówi tur-operator. – W Bieszczadach są ośrodki, w których mogłaby być lepsza, ale w mojej opinii jakość stale rośnie.

– To nie są czasy, gdy turyści brali wszystko – zauważa Robert Bańkosz. – Sam nocleg już nie wystarczy. Turyści nie chcą wypoczywać w kostkach z lat 70., czy 80. Szukają regionalizmów i dodatkowych atrakcji. Narzekają ci, którzy mają słabszą ofertę, a obecnie cały czas trzeba być aktywnym w prowadzeniu tego biznesu.

Bieszczadzka huśtawka, czy krzywa wzrostowa?

Zdaniem Lucyny Pściuk, w Bieszczadach nie ma ciągłości świadczonych usług. W jednym sezonie mogą one być oferowane na wyższym poziomie niż w kolejnych. Tak niestabilny rynek nie stanowi zachęty dla turystów i jest często przyczyną złego „pijaru”, który negatywnie odbija się na rozwoju turystyki w Bieszczadach.

Ta chwiejność wynika z różnych przyczyn: braku nadzoru nad personelem, braku kadry menadżerskiej, która we właściwy sposób zarządzałaby obiektami turystycznymi, braku personelu, niewłaściwej pracy informacji turystycznej oraz skostnieniu i braku inwencji lokalnych samorządów.

– Im więcej turystów w Bieszczadach tym lepsze są perspektywy rozwoju. Przy krótkim sezonie i małej ilości turystów możliwości rozwoju, inwestycji i zwiększania jakości usług turystycznych i obsługi są ograniczone. – tłumaczy Paweł Wójcik. – Jednak od kilku lat obserwujemy tendencje wzrostową jeśli chodzi o liczbę turystów.

Jak turysta głodny to zły

Jak zaznacza Lucyna Pściuk turyści ogromną wagę przykładają do wyżywienia. Te hotele i pensjonaty, które oferują dobre, syte jedzenie, oparte o lokalne produkty, nie mają kłopotu z obłożeniem.

– To nie są obiekty luksusowe, ale takie, gdzie nocleg kosztuje 25 – 30 zł. Ważne jest dopieszczenie klienta. To dotyczy również wielkości porcji. Ile kosztuje dodatkowy kilogram ziemniaków, warzyw, czy mięsa? Niewiele, a turysta wyjeżdża naprawdę zachwycony. Coraz częściej padają też pytania o kuchnię regionalną – podkreśla Lucyna Pściuk.

Generalnie w Bieszczadach sprzedawana jest kulinarna masówka.

– Króluje bylejakość. A trzeba pamiętać o tym, że w Bieszczadach ruch turystyczny oparty jest o pocztę pantoflową i Internet. Oceniam, że z reklamy szeptanej korzysta ponad 70 % turystów – mówi przewodniczka.

Trudno konkurować z połoninami

Czy Bieszczady powinny jednak walczyć o jak największą liczbę turystów? Zadeptana Tarnica jest dobitnym przykładem negatywnych skutków presji turystycznej na park narodowy.

– Wiadomo, że zależy nam na dużej ilości turystów, bo jesteśmy regionem żyjącym z turystyki – mówi Paweł Wójcik. – Turystyka jest gospodarką opartą na walorach. Dzikość jest takim magnesem, ale trzeba szukać sposobów, by takimi magnesami stały się np. Sanok, Dolina Sanu, Góry Słonne lub Przedgórze Bieszczadzkie.

Tur-operatorzy robią co mogą, by wypromować te rejony. Stworzyli bardzo atrakcyjną ofertę dla turystów pragnących odkrywać szlaki poza parkiem.

– To jest naprawdę super oferta – zachwala Lucyna Pściuk.

– Ta oferta jest – dodaje Robert Bańkosz. – Ale nie da się zastąpić bieszczadzkiej połoniny inną górą. Każdy turysta choć raz będzie chciał być na połoninie. Tego się zmienić nie da. Możemy jednak dywersyfikować ofertę turystyczną, tworząc np. punkty widokowe w innych rejonach, czy w samym parku wytyczając inne szlaki, tak by odciążyć główny, ale nie ma możliwości wyjścia poza Wysokie Bieszczady.

Źródło: P24.pl


Jeden komentarz do “BIESZCZADY: Trudno będzie powtórzyć rekord z ubiegłego sezonu. Turyści są, ale nie tak liczni”

  1. Luyna Beata Pściuk says:

    Nie zgadzam się z Robertem. Jest możliwość, w tym roku obsłużyłam naprawdę bardzo dużo grup, a ani razu nie byłam na połoninie. Tylko dwa razy zahaczyłam o park narodowy. Góry Słonne i okolice Jezior ze wskazaniem na Myczkowieckie i infrastruktura którą dla nas stworzyły Lasy Państwowe daje nam nieograniczone możliwości.

Napisz komentarz:

Dodając komentarz akceptujesz postanowienia regulaminu.